Kierownik na każdym kroku?
Analiza struktury zatrudnienia, która została przedstawiona podczas Radt, daje do myślenia. O ile wzrost liczby pracowników z 877 do 971 można jeszcze tłumaczyć nowymi zadaniami, o tyle skok w liczbie dyrektorów i kierowników (z 92 na 127) budzi największe kontrowersje. Matematyka jest tu bezlitosna: wychodzi na to, że statystycznie co siódma osoba w ratuszu pełni funkcję kierowniczą.
Ratusz: „Rozwój wymaga ludzi”
Z obozu prezydenckiego płynie jasny przekaz: Rzeszów to nie jest już to samo miasto co dekadę temu. Nowe wyzwania, fundusze unijne, ochrona środowiska czy skomplikowane inwestycje wymagają specjalistycznych biur i wydziałów. Według ratusza, rozbudowa struktury to konieczna profesjonalizacja, by miasto nie stało w miejscu.
Gdzie kończy się potrzeba, a zaczyna biurokracja?
Dla przeciętnego mieszkańca stojącego w kolejce po dowód lub czekającego miesiącami na decyzję o warunkach zabudowy, liczba dyrektorów nie ma znaczenia – liczy się efekt. Jeśli jednak za wzrostem liczby szefów nie idzie proporcjonalne przyspieszenie spraw urzędowych, argumenty opozycji o „przeładowaniu” administracji będą trafiać na podatny grunt.
Pytanie o optymalną liczbę urzędników pozostaje otwarte. Czy Rzeszów faktycznie potrzebuje armii kierowników, by sprawnie działać?