Matematyka nie kłamie
Dla wielu rzeszowian bariera wejścia na rynek nieruchomości jest wysoka, ale patrząc na obecne ceny wynajmu, sytuacja wygląda paradoksalnie. Koszt najmu kawalerki czy dwupokojowego mieszkania w dobrym standardzie potrafi pochłonąć znaczną część domowego budżetu. Z drugiej strony, przy odpowiednim wkładzie własnym i dostępnych ofertach bankowych, rata kredytu bywa często odczuwalnie niższa niż miesięczny przelew dla wynajmującego.
Dlaczego tak się dzieje? Po pierwsze: presja na rynku najmu wciąż jest duża, co winduje ceny. Po drugie: inwestorzy, którzy kupują mieszkania pod wynajem, wkalkulowują w czynsz nie tylko ratę kredytu, ale też własną marżę, opłaty administracyjne i ryzyko pustostanu.
Najem to nie tylko koszt „tu i teraz”
Decyzja o wynajmie to zazwyczaj wygoda i mobilność. Możemy łatwo zmienić lokalizację, nie martwimy się o naprawy instalacji czy podatek od nieruchomości. Jednak z perspektywy długofalowej – to pieniądze, które „znikają” co miesiąc. Kupno własnego mieszkania, choć wiąże się z wieloletnim zobowiązaniem, buduje kapitał, który po spłacie kredytu zostaje w naszej kieszeni.
Co z tym zrobić?
Oczywiście sytuacja każdego z nas jest inna. Nie każdy ma możliwość zebrania wkładu własnego, a rynek kredytowy bywa nieprzewidywalny. Niemniej jednak, obecny trend w Rzeszowie powinien być sygnałem dla wszystkich, którzy dotąd bali się myśleć o własnym lokum.
Może warto usiąść z kalkulatorem i sprawdzić, czy „rzucanie pieniędzy w błoto” przy najmie nie jest droższe niż pierwsze kroki w stronę własności? Rynek nieruchomości w Rzeszowie wciąż rośnie, a dostępność mieszkań w różnych standardach pozwala na szersze pole manewru niż jeszcze kilka lat temu.
A Wy co o tym sądzicie? Czy w Rzeszowie wciąż łatwiej jest „przeczekać” na wynajmie, czy może to już czas, by na poważnie rozważyć kredyt?