Chrzest bojowy
Po oficjalnym otwarciu, które miało miejsce we wtorek w południe, nowa arteria łącząca południowe osiedla z północną częścią miasta przeszła swój pierwszy chrzest bojowy w godzinach szczytu. Choć inwestycja robi wrażenie skalą, pierwsi pasażerowie i kierowcy już teraz wyłapują punkty, które mogą stać się nowymi wyzwaniami dla rzeszowskiej komunikacji.
Nowy oddech dla miasta?
Głównym zadaniem Wisłokostrady było zdjęcie ciężaru ruchu z wiecznie przeciążonej alei Rejtana oraz ronda Pobitno. Pierwsze obserwacje pokazują, że:
• Czas to pieniądz: Przejazd między Ciepłowniczą a Rejtana skrócił się o dobrych kilka minut, co w skali codziennych dojazdów do pracy jest ogromną różnicą.
• Nowoczesność widać na każdym kroku: Estakada nad torami kolejowymi i szerokie, dobrze oświetlone pasy dają poczucie komfortu, którego dotychczas w tej części miasta brakowało.
• Wątpliwości na wlotach: Kierowcy sygnalizują, że o ile sama trasa jest „szybka”, o tyle skrzyżowania doprowadzające ruch mogą wymagać korekty ustawień sygnalizacji świetlnej, by nie tworzyły się tam zatory.
Głos zza kierownicy
W rzeszowskiej sieci zawrzało. Dyskusja toczy się wokół jednego pytania: czy Wisłokostrada to sukces prezydenta i drogowców, czy może tylko kosztowny „plaster”, który nie rozwiąże problemu rosnącej liczby aut? Większość mieszkańców oddycha jednak z ulgą – dodatkowa alternatywa dla przejazdu przez ścisłe centrum była potrzebna od lat.
Niezależnie od ocen, jedno jest pewne: Rzeszów zyskał strategiczne połączenie, które zdefiniuje ruch w mieście na najbliższą dekadę. Teraz pozostaje obserwować, jak na te zmiany zareagują inne, dotychczas najbardziej zakorkowane ulice.