To już tradycja
Współczesny Tłusty Czwartek to dla nas głównie wyścig po pączki z pistacją czy słonym karmelem. Jednak patrząc w przeszłość, rzeszowskie zapusty (czyli końcówka karnawału) przypominały raczej survivalowy test dla żołądka niż elegancki podwieczorek. W dawnej Polsce czas ten nazywano „mięsopustem” – był to moment, w którym należało nasycić organizm przed nadchodzącym, surowym postem, podczas którego ze stołów znikało nie tylko mięso, ale nawet nabiał i cukier.
Słonina zamiast konfitury: Pączek-twardziel
Pierwsze polskie pączki, które gościły na stołach m.in. w dawnej Małopolsce i na terenach dzisiejszego Podkarpacia, wcale nie przypominały dzisiejszych delikatnych wypieków. Były to solidne kule z twardego ciasta chlebowego, które zamiast słodkiej róży kryły w środku... kawał boczku, słoniny lub mięsa. Smażono je na głębokim smalcu i podawano jako konkretną zakąskę, którą popijano wódką. Był to posiłek ludzi twardych, pracujących na roli, dla których tłuszcz był paliwem pozwalającym przetrwać mroźny luty.
Dopiero w XVIII wieku, pod wpływem kulinarnych nowinek z Francji, pączki zaczęły przechodzić ewolucję. Stały się słodkie, a ich ciasto zaczęło nabierać puszystości dzięki dodaniu drożdży. Mimo to, staropolskie pączki jeszcze długo pozostawały wyzwaniem dla uzębienia. Jak pisał słynny kronikarz Jędrzej Kitowicz, dawne pączki były tak twarde, że „można było nimi nabić guza”, a po reformie kulinarnej stały się tak lekkie, że „wiatr mógłby je zdmuchnąć z półmiska”.
Rzeszowskie tradycje: Comber i zapustne szaleństwo
Na Podkarpaciu Tłusty Czwartek otwierał czas tzw. „szalonych dni”. Jedną z ciekawszych tradycji, o której warto pamiętać, był Babski Comber. Choć najsłynniejszy odbywał się w Krakowie, echo tych zabaw niosło się po całym naszym regionie. Był to dzień, w którym kobiety przejmowały władzę w karczmach. Według legend, przekupki i mężatki urządzały huczne biesiady, a napotkanych na ulicach mężczyzn zmuszały do tańca lub wykupywania się datkami, słodyczami i buziakami. Był to rzadki w tamtych czasach moment symbolicznego odwrócenia ról społecznych.
Dobrobyt i urodzaj
W rzeszowskich domach wierzono również w magiczną moc jedzenia. Według ludowych przesądów, obfitość na stole w Tłusty Czwartek miała prowokować urodzaj i dobrobyt na cały nadchodzący rok. Panowało przekonanie, że:
• Kto nie zje pączka w Tłusty Czwartek, temu myszy zniszczą zapasy w komorze, a pole opanują szkodniki.
• Zjedzenie pączka miało gwarantować powodzenie w sprawach sercowych i finansowych – stąd brała się tradycja wkładania do niektórych sztuk orzecha lub migdała. Kto na niego trafił, zostawał „królem pączkowym” z gwarancją szczęścia na kolejne dwanaście miesięcy.
Klasyka czy nowoczesność?
Dziś w Rzeszowie mamy wybór, o jakim nasi przodkowie mogli tylko marzyć. Możemy stać w gigantycznej kolejce po tradycyjne pączki „z okienka”, które smażone są według receptur przekazywanych z pokolenia na pokolenie, albo testować nowoczesne wynalazki w prestiżowych lokalach przy Rynku.