Mniej znaczy więcej
Umówmy się: po tym, co działo się nad Sekwaną, wielu z nas pukało się w czoło, pytając, czy świat faktycznie zwariował. Paryż postawił na kontrowersję, która zamiast jednoczyć, podzieliła miliony ludzi. Ale Mediolan i Cortina d'Ampezzo postanowiły wrócić do korzeni. I zrobili to po mistrzowsku.
Elegancja zamiast kiczu
Kiedy na scenę wyszła Laura Pausini i wybrzmiał hymn, wielu widzów przyznało, że w końcu poczuli to, na co czekali: ciarki na plecach i autentyczny szacunek do sportowej tradycji. Włosi pokazali, że aby zachwycić świat, wcale nie trzeba:
• Obrażać niczyich uczuć religijnych.
• Stawiać na kontrowersyjne przebrania i ideologiczne manifesty.
• Szukać poklasku przez tanie szokowanie widza.
Piękno, talent i... normalność
W Rytmie Rzeszowa cenimy odwagę, ale cenimy też piękno, które nie potrzebuje tłumaczenia. Okazuje się, że prawdziwa kultura wygrywa z kiczem bez walki. Włoskie otwarcie było jak oddech świeżym, górskim powietrzem w Cortinie. Klasa, elegancja i emocje oparte na talencie, a nie na politycznej agendzie.
Naszym zdaniem
To była bardzo potrzebna lekcja. Świat potrzebuje sportowych emocji, a nie walki na manifesty w blasku olimpijskiego znicza. Włosi udowodnili, że tradycja w nowoczesnym wydaniu wciąż potrafi wywołać zachwyt, o jakim Paryż mógł tylko pomarzyć.