"Polska stolica kebaba"
Rzeszów od lat dorobił się nieoficjalnego tytułu „polskiej stolicy kebaba”. I choć dla niektórych to powód do dumy, u wielu mieszkańców widok kolejnej tablicy z napisem „Kebab” budzi raczej ironiczny uśmiech niż apetyt. Ścisłe centrum miasta powoli zamienia się w gastronomiczną monokulturę, gdzie znalezienie czegoś innego niż mięso w placku graniczy czasem z cudem – zwłaszcza w godzinach wieczornych.
Błędne koło jednego adresu
Pewne lokalizacje w Rzeszowie wydają się być „przeklęte” lub po prostu skazane na jeden rodzaj kuchni. Lokale przechodzą z rąk do rąk, zmieniają się logotypy na witrynach, ale scenariusz jest zawsze ten sam: odświeżona nazwa, te same sosy i nadzieja nowego właściciela, że tym razem to jego punkt przetrwa dłużej niż poprzedni. Pytanie tylko, czy Rzeszowianie faktycznie potrzebują kolejnej, niemal identycznej oferty w miejscu, gdzie konkurencja zagląda sobie w talerze przez szybę?
Ilość nie zawsze idzie w jakość
Problem w tym, że przy takim zagęszczeniu punktów, jakość często schodzi na dalszy plan. Nawet znani testerzy kulinarni odwiedzający nasze miasto zauważają, że Rzeszów to często królestwo „średniego kebaba” i powtarzalnych produktów z masowej produkcji. Choć zdarzają się rzemieślnicze perełki, większość punktów w centrum operuje na podobnych schematach, zalewając okolice Rynku zapachem frytury i przyprawionego mięsa.
Gastronomiczny przesyt mieszkańców
Dla studentów czy turystów szukających taniego posiłku po nocy na Rynku, dominacja takich lokali to rozwiązanie idealne. Jednak dla mieszkańców, którzy liczyliby na większą różnorodność – od kuchni regionalnej, przez śniadaniownie, aż po zdrowsze alternatywy – ta „kebabowa ofensywa” zaczyna być po prostu nużąca.
Mało ambitna strefa komfortu
Kolejna zmiana szyldu w centrum to tylko potwierdzenie, że rzeszowska gastronomia utknęła w bezpiecznej, ale mało ambitnej strefie komfortu. Inwestowanie w kolejny punkt z tym samym menu to pójście na łatwiznę. Rzeszów zasługuje na coś więcej niż tylko kolejną wariację na temat mięsa w bułce. Dopóki jednak jako klienci będziemy wybierać głównie „szybkie rollo”, rzeszowski deptak będzie pachniał przede wszystkim czosnkowym sosem, a my będziemy co sezon pisać o „nowym-starym” punkcie pod tym samym adresem.