reklama

Miasto kebabem stoi. Ile jeszcze "rollo" pomieści deptak?

Opublikowano:
Autor:

Miasto kebabem stoi. Ile jeszcze "rollo" pomieści deptak? - Zdjęcie główne
Autor: AI | Opis: stolica polskiego kebaba?

Udostępnij na:
Facebook
Rytm UlicyJeśli myśleliście, że rzeszowski Rynek i jego okolice osiągnęły już punkt nasycenia daniami z pionowego rożna, to byliście w błędzie. W samym sercu miasta, w jednym z najbardziej charakterystycznych lokali przy deptaku, doszło do kolejnej roszady. Po raz kolejny w ciągu ostatnich lat zmienił się tam tylko szyld i nazwa nad drzwiami, podczas gdy menu pozostaje niemal identyczne.

"Polska stolica kebaba"

Rzeszów od lat dorobił się nieoficjalnego tytułu „polskiej stolicy kebaba”. I choć dla niektórych to powód do dumy, u wielu mieszkańców widok kolejnej tablicy z napisem „Kebab” budzi raczej ironiczny uśmiech niż apetyt. Ścisłe centrum miasta powoli zamienia się w gastronomiczną monokulturę, gdzie znalezienie czegoś innego niż mięso w placku graniczy czasem z cudem – zwłaszcza w godzinach wieczornych.

Błędne koło jednego adresu

Pewne lokalizacje w Rzeszowie wydają się być „przeklęte” lub po prostu skazane na jeden rodzaj kuchni. Lokale przechodzą z rąk do rąk, zmieniają się logotypy na witrynach, ale scenariusz jest zawsze ten sam: odświeżona nazwa, te same sosy i nadzieja nowego właściciela, że tym razem to jego punkt przetrwa dłużej niż poprzedni. Pytanie tylko, czy Rzeszowianie faktycznie potrzebują kolejnej, niemal identycznej oferty w miejscu, gdzie konkurencja zagląda sobie w talerze przez szybę?

Ilość nie zawsze idzie w jakość

Problem w tym, że przy takim zagęszczeniu punktów, jakość często schodzi na dalszy plan. Nawet znani testerzy kulinarni odwiedzający nasze miasto zauważają, że Rzeszów to często królestwo „średniego kebaba” i powtarzalnych produktów z masowej produkcji. Choć zdarzają się rzemieślnicze perełki, większość punktów w centrum operuje na podobnych schematach, zalewając okolice Rynku zapachem frytury i przyprawionego mięsa.

Gastronomiczny przesyt mieszkańców

Dla studentów czy turystów szukających taniego posiłku po nocy na Rynku, dominacja takich lokali to rozwiązanie idealne. Jednak dla mieszkańców, którzy liczyliby na większą różnorodność – od kuchni regionalnej, przez śniadaniownie, aż po zdrowsze alternatywy – ta „kebabowa ofensywa” zaczyna być po prostu nużąca.

Mało ambitna strefa komfortu

Kolejna zmiana szyldu w centrum to tylko potwierdzenie, że rzeszowska gastronomia utknęła w bezpiecznej, ale mało ambitnej strefie komfortu. Inwestowanie w kolejny punkt z tym samym menu to pójście na łatwiznę. Rzeszów zasługuje na coś więcej niż tylko kolejną wariację na temat mięsa w bułce. Dopóki jednak jako klienci będziemy wybierać głównie „szybkie rollo”, rzeszowski deptak będzie pachniał przede wszystkim czosnkowym sosem, a my będziemy co sezon pisać o „nowym-starym” punkcie pod tym samym adresem.

Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

logo