Nie tylko pędzle i farby
Mówiąc o Beksińskim, często myślimy o jego monumentalnych, onirycznych płótnach. Zapominamy jednak, że za każdym pociągnięciem pędzla stał człowiek – postać fascynująca, pełna sprzeczności, uwięziona w specyficznej, sanockiej wrażliwości, która promieniowała na cały region.
Dla nas, mieszkańców Podkarpacia, „Beksiński” to nazwisko niemal domowe. Ale czy naprawdę go znamy?
„Album wideofoniczny” – intymny wgląd w codzienność mistrza
Już dziś, pierwszy z dwóch pokazów. Rzeszowskie Kino za Rogiem Cafe otwiera drzwi do świata, który dla większości był niedostępny. Pokazy dokumentu „Beksińscy. Album wideofoniczny” to nie jest kolejna, sztywna lekcja historii sztuki. To raczej podglądanie przez dziurkę od klucza.
Film Marcina Borchardta odziera artystę z muzealnego pomnika. Widzimy tam Beksińskiego, który jest mężem, ojcem, człowiekiem zmagającym się z codziennością, która – wbrew pozorom – nie zawsze była czarno-biała. To właśnie w tych drobnych gestach, w sposobie mówienia i w domowym zgiełku, najłatwiej dostrzec źródło jego przerażającej, a zarazem przyciągającej wyobraźni.
Dlaczego to ważne w Rzeszowie?
Rzeszów, jako serce regionu, ma obowiązek pamiętać o takich postaciach. 21 lutego (rocznica śmierci) i 24 lutego (rocznica urodzin) to dla nas daty-klamry. Pokaz filmowy to najlepsza forma uczczenia pamięci kogoś, kto tak obsesyjnie dokumentował życie w każdym możliwym medium – od malarstwa, przez fotografię, aż po zapisy wideo.
Jeśli chcecie w ten weekend poczuć coś więcej niż tylko rozrywkę, jeśli chcecie wejść w głąb podkarpackiej duszy, która potrafiła wyśnić najbardziej mroczne zakamarki ludzkiej psychiki – obecność na tym wydarzeniu jest właściwie obowiązkowa.
To nie jest wystawa, z której wychodzisz i zapominasz. To spotkanie, które zostaje w głowie na długo po zgaszeniu świateł w kinowej sali.
grafika: Kino Cafe za rogiem