Rankingi mają to do siebie, że operują na liczbach: PKB, stopie bezrobocia czy liczbie terenów zielonych na papierze. Jednak po publikacji informacji o tym, że Rzeszów został uznany za najlepsze miasto do życia w Polsce, w sieci zawrzało. Pod postem prezydenta Konrada Fijołka zamiast gratulacji, pojawił się festiwal bolączek, z którymi mieszkańcy mierzą się każdego dnia.
Miasto (nie)przejezdne?
Największym „cieniem” rzucanym na złoty medal Rzeszowa są korki. Mieszkańcy południowych dzielnic, jak Budziwój czy Biała, nie kryją frustracji. „W zimie ten wskaźnik chyba spada niżej, bo ludzie jadą z centrum 10 km półtorej godziny” – pisze jeden z internautów. W komentarzach jak bumerang wraca też temat południowej obwodnicy, która dla wielu jest symbolem niespełnionych obietnic i kluczem do odblokowania miasta.
„Betonoza” vs Odpoczynek
Choć statystyki mogą mówić o zieleni, rzeszowianie widzą miasto inaczej. Padają mocne słowa o „chaotycznej deweloperce” i niszczeniu tkanki miejskiej. „Poza betonozą, gdzie ludzie mają miejsca do odpoczynku, relaksu?” – pyta retorycznie mieszkaniec, wyliczając trudności w załatwieniu spraw w urzędzie czy dotarciu do lekarza.
Praca i koszty życia
Rankingi często chwalą Rzeszów za niskie bezrobocie, ale mieszkańcy punktują to zestawienie brutalną rzeczywistością zarobków. Padają porównania do Warszawy i pytania o realną siłę nabywczą przy galopujących cenach mieszkań. „Inwestorów przyciąga Rzeszów czy tania siła robocza doliny lotniczej?” – czytamy w jednym z najbardziej angażujących komentarzy.
Dwa bieguny opinii
Warto jednak zaznaczyć, że rzeszowska dyskusja nie jest całkowicie czarna. Pojawiają się głosy osób, które mieszkały w innych miastach i doceniają „klimat i życzliwość” Rzeszowa. „Tak jest, mi się tu super mieszka!” – piszą nieliczni optymiści, choć ich głosy giną w gąszczu uwag o brudnych ścieżkach rowerowych po zimie czy problemach z ZTM.
Wniosek?
Rzeszów w oczach statystyków to „miasto idealne”. W oczach mieszkańców to miasto z ogromnym potencjałem, który jednak dusi się w korkach i betonowej zabudowie. Wygląda na to, że dopóki „rytm miasta” będzie wyznaczany przez czas stania na ul. Robotniczej czy Kwiatkowskiego, żadna statuetka nie przekona Rzeszowian, że żyją w raju.
A Wy co sądzicie o tym rankingu?