reklama

[WYWIAD] „Pojawił się kryzys, który trwał kilkadziesiąt kilometrów” – Karolina Mroczek o biegu, który testuje wszystko

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

[WYWIAD] „Pojawił się kryzys, który trwał kilkadziesiąt kilometrów” – Karolina Mroczek o biegu, który testuje wszystko - Zdjęcie główne
Autor: Bartek Bodzek, prywatne archiwum Karoliny Mroczek | Opis: Duch Pogórza Demon +200km
Zobacz
galerię
10
zdjęć

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Rytm SercaPonad 200 kilometrów biegu, ponad 45 godzin wysiłku i kryzys, który potrafi trwać kilkadziesiąt kilometrów. Karolina Mroczek opowiada, co naprawdę dzieje się na trasie, jak reaguje ciałow takich warunkach i o momencie gdzie wszystko rozgrywa się w głowie.
reklama

Jeszcze niedawno pisaliśmy o jej niezwykłym wyczynie. Dziś zaglądamy za kulisy.
Karolina Mroczek opowiada nam, jak wygląda bieg, w którym ciało przestaje być najważniejsze, a wszystko rozgrywa się w głowie. Zapraszamy do lektury!

Karolino, ponad 200 kilometrów w ciągłym biegu, bez snu... Dla większości z nas to brzmi jak scenariusz filmu science-fiction. Co czuje człowiek na 150. kilometrze, kiedy ciało mówi „stop”, a meta jest wciąż tak daleko?

Na 150 kilometrze zaczyna się myślenie bardzo abstrakcyjne. W głowie pojawia się myśl, że został już tylko maraton. To zmienia perspektywę i pozwala oswoić dystans. Co ciekawe, ciało wcale nie musi wtedy mówić „stop”. Dobrze przygotowany organizm jest gotowy na takie wyzwania i potrafi się stosunkowo szybko regenerować. Na co dzień trenuję nie tylko siebie, ale również innych zawodników do ekstremalnych dystansów, więc wiem, jak ogromne znaczenie ma przygotowanie. Podczas ostatnich zawodów to nie sam dystans był największym wyzwaniem, ale warunki. Około 9200 metrów przewyższenia, czyli więcej niż wysokość Mount Everestu, oraz ulewa, która zamieniła gliniastą trasę w prawdziwe piekło. Błoto było nie tylko śliskie, ale też bardzo ciężkie. Oblepiało buty, które zaczynały ważyć nawet po kilka kilogramy. Każdy krok kosztował coraz więcej energii, a mięśnie dostawały ogromne obciążenie zarówno na podbiegach, jak i zbiegach. W takich momentach kluczowa staje się głowa. Myślenie upraszcza się do minimum. Skupiasz się tylko na kolejnym kroku.

reklama

 

Brak snu przez dziesiątki godzin to ogromne obciążenie dla psychiki. Czy miałaś momenty kryzysowe, w których realnie pomyślałaś o zejściu z trasy? Co wtedy przeważyło, by biec dalej?

Tym razem akurat brak snu nie był dla mnie największym wyzwaniem. Nie odczuwałam go tak mocno, jak można by się spodziewać przy wysiłku trwającym ponad 45 godzin. Nie doświadczyłam też halucynacji, które często pojawiają się podczas biegów ultra. Mimo długości trasy praktycznie się nie zatrzymywałam. Robiłam tylko krótkie postoje co około 35 kilometrów, żeby zmienić skarpetki i buty na suche oraz zabezpieczyć stopy Sudocremem. Wiedziałam, że na tej trasie to może być kluczowe. Fragmenty prowadziły przez koryto strumienia i to nie było tylko szybkie przejście na drugą stronę, ale około 2 kilometry biegu w wodzie. Przy sześciu pętlach daje to blisko 12 kilometrów pokonanych w strumieniu. W 2024 roku przebiegłam już dłuższy dystans 240 kilometrów, ale na mniej wymagającej trasie i wtedy wszystko szło bardzo płynnie. Tym razem pojawił się kryzys, który trwał kilkadziesiąt kilometrów. Nigdy jednak nie pomyślałam o zejściu z trasy. Nie rozważam poddania się. Wyniosłam takie wartości z domu. Nawet jeśli wcześniej kryzysy Cię omijały, one w końcu przychodzą. W takich momentach po prostu idę dalej. Nie analizuję, nie walczę z tym na siłę. Poruszam się do przodu i czekam, aż minie. Bo wiem, że po każdej burzy zawsze wychodzi słońce.

reklama

Jakie to uczucie – wbiec na metę po takim dystansie? To czysta euforia, czy raczej totalne odcięcie zmysłów i marzenie o zamknięciu oczu?

Biegnąc, zastanawiałam się, co poczuję na mecie. Czy pojawią się łzy ulgi, czy może jakaś ogromna euforia. Tymczasem meta na takich dystansach wygląda zupełnie inaczej niż na krótszych biegach. Tam zazwyczaj wszystko tętni życiem. Są kibice, brawa, emocje. Każdy finisher, nawet ostatni zawodnik, witany jest jak zwycięzca. I to jest piękne, bo często to właśnie oni zostawiają na trasie najwięcej serca. Meta ultra często jest zupełnie inna, pusta i cicha. Impreza kończy się kilkanaście godzin wcześniej, a na mecie witają Cię pojedyncze osoby. A ja bardzo lubię ludzi tę atmosferę, rozmowy, śmiech. I trochę tracę możliwość przeżycia tego wszystkiego razem z innymi. Kiedy dobiegam, wszystko dzieje się szybko  trzeba się spakować, dekoracja jest symboliczna, „w biegu”, bo support, który był ze mną przez cały czas, też jest już zmęczony i chce wracać. Rozumiem to, ale gdzieś wewnątrz zostaje niedosyt. Jakby brakowało prawdziwego zakończenia tej historii. A chwilę później ciało zaczyna dochodzić do głosu. Pojawia się ogromny ból, stan zapalny obejmuje całe ciało i wszystko koncentruje się już tylko na jednym regeneracji.

reklama

Taki bieg to nie tylko nogi, to przede wszystkim „głowa”. Jak wyglądał Twój trening mentalny przed tym wyzwaniem? Masz jakieś swoje wewnętrzne mantry lub techniki, które pomagają Ci przetrwać najtrudniejsze chwile?

Czytam wiadomości od bliskich i znajomych i wierzę, że każde słowa trafiają do nas z jakiegoś powodu. Podczas Demona spłynęło do mnie mnóstwo ciepłych słów. Mój partner, który był moją jednoosobową ekipą supportową, przekazywał mi je na trasie i to dawało mi ogromną siłę. Kiedyś przed zawodami szukałam cytatu, który zabierałam ze sobą na trasę. Teraz częściej wracam myślami do wyzwań, które już podjęłam. Przypominam sobie, jak się wtedy czułam i że udało mi się je ukończyć. To buduje pewność, że dam radę także tym razem. Takie biegi biega się przede wszystkim głową. Potrzeba woli, naprawdę chcieć, cały czas poruszać się do przodu i umieć utrzymać pozytywne nastawienie, nawet w najtrudniejszych momentach

reklama

Rzeszów to Twoje miasto. Masz swoje ulubione miejsca do biegania w okolicy?

Zdecydowanie tak. Bardzo lubię górki na Matysówce i Słocinie. Co prawda to głównie asfaltowe trasy, ale można tam złapać solidne przewyższenia i cieszyć się naprawdę pięknymi widokami. Często biegam też nad Wisłokiem.

Dieta i regeneracja: przy 200 km – jak udaje się „oszukać” organizm, żeby przyjmował paliwo, gdy żołądek odmawia posłuszeństwa po kilkunastu godzinach wysiłku?

Na każdy bieg staram się być bardzo dobrze przygotowana od strony żywieniowej. Przeliczam czas, w jakim pokonam dany odcinek oraz to, ile będę potrzebowała kalorii. Mam swoje sprawdzone produkty i wypracowane schematy żywienia. Przez długi czas zajmowałam się pracą naukową w zakresie żywienia sportowców wytrzymałościowych, więc mam solidne podstawy, żeby świadomie planować strategię. Standardowo jem co około 30 minut, dostarczając 100–200 kcal głównie z węglowodanów prostych, które są szybkim źródłem energii. Jednak przy wysiłku trwającym ponad 45 godzin staje się to ogromnym wyzwaniem. Kiedy pojawia się ból brzucha i organizm zaczyna odmawiać współpracy, trzeba zmienić podejście. W takich momentach jem po prostu tyle, ile jestem w stanie przyjąć, żeby choć trochę podtrzymać poziom energii

Bieganie ultra to sport ekstremalnie samotny, a jednocześnie wymagający wsparcia bliskich. Kto był Twoim „supportem” na trasie i jak dużą rolę odgrywają inni ludzie w Twoim sukcesie?

Jest takie powiedzenie, że to samotność długodystansowca i rzeczywiście coś w tym jest. Trzeba umieć przebywać samemu ze sobą, konfrontować się ze swoimi myślami i emocjami. Moim supportem był mój partner. Nie widziałam go na każdym punkcie, tylko co około 35 kilometrów, czyli na zakończeniu każdej pętli. W tym czasie robił dla mnie ogrom pracy. Przygotowywał ciepłe jedzenie, suche i czyste ubrania, zmieniał mi skarpetki, zabezpieczał stopy Sudocremem, czyścił i suszył buty, kiedy ja ruszałam na kolejną pętlę. To spora pomoc i kilka cennych minut na każdym okrążeniu. Na ostatniej pętli, podczas drugiej nocy, pobiegł ze mną. Po tylu samotnych kilometrach obecność bliskiej osoby była jak reset dla głowy.

Co chciałabyś przekazać Rzeszowianom, którzy patrzą na Twój wyczyn i myślą: „Ja nie przebiegłbym nawet pięciu kilometrów”? Gdzie szukać motywacji do przełamywania własnych barier?

Każda podróż zaczyna się od pierwszego kroku i dla kogoś te 5 kilometrów może być takim samym wyzwaniem, jak dla mnie 200. Najważniejsze jest to, żeby zacząć i robić to dla siebie. Czerpać radość z ruchu, niezależnie od tego, czy to bieganie, jazda na rowerze czy spacer. Nie trzeba od razu robić rzeczy wielkich. Wystarczy zrobić ten pierwszy krok, a potem kolejny, bo granice są dużo dalej, niż nam się wydaje. A największą satysfakcję daje moment, w którym uświadamiasz sobie, że potrafisz więcej, niż kiedykolwiek przypuszczałeś.

Jakie są kolejne cele Karoliny Mroczek? Czy po 200 km apetyt rośnie, czy na razie planujesz zasłużony odpoczynek w rytmie „slow”?

Już cztery dni po zawodach wróciłam do treningu. Kolejne cele są już za rogiem. Startuję w kilku biegach, których jestem ambasadorką. Mielcki Bieg LoveLas, Rzeszowskie UltraPodkarpacie i ogólnopolski cykl biegów górskich X-Run. Będą one dla mnie formą treningu na krótszych dystansach, około 50 kilometrów. Już w czerwcu ruszam w Tatry na jeden z najcięższych górskich triathlonów w Europie – Harda Suka. To ogromne wyzwanie: 5 kilometrów pływania, 240 kilometrów na rowerze i 55 kilometrów biegu po Tatrach. Od kilku miesięcy przygotowuję się do tego startu. Obecnie kompletuję sprzęt, taki jak rower czy pianka. To duże przedsięwzięcie, przede wszystkim pod względem finansowym, bo koszty są naprawdę wysokie. Podchodzę do tego z pokorą. Każdy kolejny cel to dla mnie nie tylko wynik, ale przede wszystkim rozwój. 

 

To, czego dokonała Karolina, trudno nawet porównać do codziennych wyzwań. Ponad 200 kilometrów, dziesiątki godzin wysiłku i kryzysy, które trwają nie minuty, a kilometry – to poziom, na którym zaczyna się zupełnie inny świat.

I właśnie dlatego ten wyczyn robi tak ogromne wrażenie. Bo pokazuje, jak daleko może zajść człowiek, który naprawdę chce.

reklama
WRÓĆ DO ARTYKUŁU
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
reklama
reklama
logo