reklama

Tradycja silniejsza niż zdrowy rozsądek? Dlaczego co roku o tej samej porze Rzeszów wpada w ten sam obłęd?

Opublikowano:
Autor:

Tradycja silniejsza niż zdrowy rozsądek? Dlaczego co roku o tej samej porze Rzeszów wpada w ten sam obłęd? - Zdjęcie główne
Autor: Maciej Prokop | Opis: tłusty czwartek

Udostępnij na:
Facebook
Rytm UlicyTo dzieje się co roku. Nieważne, czy akurat wieje mroźny wiatr od Wisłoka, czy deszcz zacina w twarz – rzeszowskie ulice zamieniają się w jeden wielki postój. Tysiące ludzi, setki metrów kolejek i ten sam, niezmienny od dekad cel. Czy w 2026 roku Rzeszowianie znów udowodnią, że ich cierpliwość nie ma granic?

Lutowe szaleństwo

Z boku wygląda to jak zbiorowe szaleństwo. W dobie zakupów z dostawą do domu w 15 minut i aplikacji, które wyręczają nas we wszystkim, my – Rzeszowianie – z uporem godnym lepszej sprawy, wybieramy godzinne stanie na mrozie. Dlaczego to robimy?

Rytuał, który jednoczy miasto

To nie jest tylko kwestia drożdżowego ciasta i lukru. To rzeszowski rytuał przejścia. Kolejka pod  tradycyjnymi cukierniami to miejsce, gdzie spotykają się wszyscy: od studentów po prezesów firm. To tam odbywają się najciekawsze rozmowy o tym, co słychać w mieście, i to tam testujemy swój charakter. W Rytmie Rzeszowa wiemy jedno: pączek wyczekany w kolejce smakuje po prostu inaczej.

Inflacja vs. Tradycja: Kto wygra?

W tym roku "obłęd" ma jednak nieco gorzki posmak. Ceny w rzemieślniczych pączkarniach potrafią zaskoczyć – za te najbardziej "wypasione" sztuki z pistacją czy owocami egzotycznymi zapłacimy w Rzeszowie nawet 12-15 zł. Mimo to, lokalni cukiernicy nie martwią się o zbyt. Zamówienia spływają od tygodni, a zapasy mąki i konfitury liczy się w tonach.

Gdzie Rzeszów "pęknie" w tym roku?

Trasa tegorocznego pączkowego maratonu jest już znana:

• Przystanek Tradycja: Kultowe okienka przy Rynku – tu kolejki to już element krajobrazu.

• Nowoczesna Fala: to miejsca, gdzie Rzeszowianie polują na smaki, o których ich babciom się nie śniło.

• Osiedlowe Perełki: Każdy z nas ma tę jedną cukiernię na Baranówce, Nowym Mieście czy Drabiniance, która jest "najlepsza, bo nasza".

Survival czy czysta przyjemność?

Pytanie brzmi: czy znowu damy się porwać temu szaleństwu? Czy zdrowy rozsądek, podpowiadający "kup pączka w markecie bez kolejki", wygra z chęcią poczucia tego specyficznego, rzeszowskiego flow pod ulubioną cukiernią?

Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

logo