Na rzeszowskich grupach dyskusyjnych zawrzało
Wszystko zaczęło się od emocjonalnego wpisu jednej z mieszkanek jednostronnego mieszkania na czwartym piętrze.
„U mnie w mieszkaniu 40 stopni. 4 piętro, mieszkanie jednostronne, od rana do wieczora słońce. Nie da się spać, nie da się funkcjonować ani nawet myśleć. Duchota i gorąc okropny” – pisze Rzeszowianka
Kobieta zaznacza, że mimo posiadania mieszkania na własność, odmawia się jej prawa do montażu klimatyzacji, tłumacząc to „szpeceniem elewacji” i brakiem zgody administracji.
„Proponuję wprowadzić się na kilka dni i zobaczyć, jak 'wspaniale' się tu żyje w okresie letnim” – dodaje z ironią
Szpecenie elewacji vs. gołębie i śmietniki
Pod wpisem natychmiast wybuchła lawina komentarzy. Mieszkańcy Rzeszowa punktują absurdy, z jakimi muszą się mierzyć w relacjach ze spółdzielniami mieszkaniowymi i wspólnotami.
„I jeszcze ten argument, że klima szpeci elewację... A syf przy śmietnikach od x lat, gołębie srające na samochody codziennie, to już jako nikomu nie przeszkadza... Naprawdę mam wrażenie, że niektóre przepisy zatrzymały się w średniowieczu” – denerwuje się inny internauta
Głos w dyskusji zabrali również lokatorzy Rzeszowskiej Spółdzielni Mieszkaniowej (RSM), którzy zauważają, że barierą bywają nie tylko przepisy, ale i... sami sąsiedzi. Tymczasem, jak podkreślają, technologia poszła do przodu: nowoczesne urządzenia nie pobierają już tyle prądu, a ich kultura pracy i niski poziom hałasu nie powinny nikomu przeszkadzać. Z drugiej strony pojawiają się też obawy o stan techniczny infrastruktury, w tym ryzyko lokalnych blackoutów przy masowym obciążeniu sieci.
Droga przez mękę i zbieranie podpisów
Doświadczenia Rzeszowian pokazują, że walka o chłodne powietrze bywa drogą przez mękę. Jedna z komentujących opisała swoją batalię na osiedlu przy ul. Dąbrowskiego.
„Ja z mężem chcieliśmy legalnie założyć, to takie kłody nam kładli na Dąbrowskiego, że maskra. I miałam zebrać podpisy z 7 klatek od wszystkich mieszkańców. Nie zebrałam” – relacjonuje lokatorka.
Inna z kolei wspomina, że na ul. Chmaja zgodę od prezesa udało się uzyskać dopiero argumentem o chorobie córki.
Wiele zależy jednak od elastyczności samych zarządców. Część mieszkańców wskazuje, że w niektórych wspólnotach udało się tę kwestię przegłosować na zebraniach i wprowadzono ogólną zgodę dla wszystkich chętnych, o ile montaż spełnia określone wymogi estetyczne i techniczne.
Polak potrafi, czyli rzeszowskie patenty na upał
Co zrobić, gdy spółdzielnia mówi twarde „nie”, a pot zalewa czoło? Rzeszowianie znaleźli na to swoje sposoby i w komentarzach dzielą się sprawdzonymi patentami. Sąsiedzi radzą, jak założyć klimatyzację bez naruszania tzw. części wspólnych budynku:
- Jednostka stojąca na podłodze balkonu: O ile wiercenie w elewacji czy ingerencja w balustradę wymaga zgody, o tyle przestrzeń samego balkonu należy do właściciela. Postawienie agregatu na podkładkach antywibracyjnych bezpośrednio na posadzce nie niszczy struktury budynku.
- Kwestia skroplin: To kluczowy element "partyzantki". Nie wolno pozwolić, aby woda kapała na niższe balkony lub elewację. Skropliny należy odprowadzać do specjalnego zbiornika lub wiaderka i regularnie je opróżniać.
- Wyprowadzenie rur: Zamiast wiercenia w ścianie, rury do jednostki wewnętrznej można wyprowadzić przez odpowiednio przygotowaną ramę okienną lub drzwi balkonowe.
- Klimatyzatory przenośne: Dla tych, którzy nie chcą ryzykować konfliktu, ostatecznością pozostają urządzenia wewnętrzne z rurą wyrzutową wystawioną przez okno. Choć są głośniejsze i mniej wydajne, potrafią uratować sytuację.
Klimat się zmienia, przepisy stoją w miejscu?
Dyskusja Rzeszowian jasno pokazuje, że problem będzie narastał z każdym kolejnym rokiem. Coraz gorętsze lata sprawiają, że podejście do klimatyzacji w budynkach wielorodzinnych musi ulec zmianie. Czy rzeszowskie spółdzielnie wypracują jasne, nowoczesne i jednolite procedury, które pozwolą mieszkańcom na legalny montaż urządzeń bez konieczności uprawiania „balkonowej partyzantki”? Do tematu będziemy wracać.
Komentarze (0)