Więcej niż zwykłe sklepy
Dla wielu Rzeszowian pawilony przy Hetmańskiej to po prostu miejsce, gdzie można zrobić szybkie zakupy czy odwiedzić lokalny punkt usługowy. Jednak dla architektów ten kompleks jest przykładem czegoś znacznie ważniejszego – idei architektury integracyjnej.
W latach, w których powstawały te obiekty, projektowanie nie ograniczało się do postawienia czterech ścian. Twórcy tego założenia myśleli o „ciągach pieszych” i „przestrzeniach międzybudynkowych”. Chodziło o to, by mieszkaniec wychodzący po bułki czy do szewca, nie przechodził przez bezimienny korytarz, ale przez miejsce, w którym może przystanąć, wymienić kilka zdań z sąsiadem i po prostu poczuć się „u siebie”.
Architektura, która miała łączyć
Co sprawia, że te pawilony są tak ciekawe? Przede wszystkim ich układ. Zespół przy Hetmańskiej to przemyślana kompozycja, która ma za zadanie zatrzymać pędzącego mieszkańca. To tam, gdzie dziś mijamy witryny sklepowe, kiedyś biło serce osiedlowej socjalizacji.
Architektura tego typu to dowód na to, że nawet w ograniczonej, często siermiężnej rzeczywistości dawnego budownictwa, projektanci potrafili przemycić szczyptę humanizmu. Chcieli, by miasto nie było tylko sypialnią, ale żywym organizmem, w którym najważniejszym elementem nie jest betonowa konstrukcja, ale człowiek i jego relacje z innymi.
Czy potrafimy jeszcze tak budować?
Dziś, w erze wielkich galerii handlowych, które często wyrywają nas z tkanki miejskiej i zamykają w klimatyzowanych halach, warto spojrzeć na Hetmańską z nowym szacunkiem. Te pawilony są przypomnieniem, że jakość życia w mieście mierzy się nie tylko liczbą nowoczesnych apartamentowców, ale przede wszystkim miejscami, w których spotykamy drugiego człowieka.
Spacerując wzdłuż Hetmańskiej, spróbujcie spojrzeć na te budynki inaczej. Może to nie tylko „stare pawilony”, ale kawałek miejskiej historii, która uczy nas, że dobre sąsiedztwo zaczyna się od dobrze zaprojektowanej przestrzeni.
fot. BMKZ UM Rzeszzowa/ pawilon na Hetmańskiej